piątek, 19 lutego 2016

Seria 3:"Buntownicy" Rozdział 5: "Akt 1 Scena 1: Broń"

Wygląd pomieszczenia uległ ogromnej zmianie. Czerwone fotele zapadły się pod ziemie, a reflektory zabłysły potężnym światłem oślepiając mnie. Nie było nic słychać, ani widać, a w końcu ustąpiło rażące światło. Całe pomieszczenie było białe i bardzo przestrzenne. Nie było w nim nic, oprócz gablot po przeciwnych stronach pomieszczeniach. Te za mną były puste, a przede mną wypełnione bronią. Były szczelnie zamknięte, jednak nie było widać żadnych klamek, którymi można by otworzyć drzwiczki.
-Gotowa?
Szybko odwróciłam się słysząc za sobą głosy, ale nikogo tam nie było. Odetchnęłam z ulgą, a zarazem spięłam wszystkie mięśnie. Nie podobała mi się ta sytuacja i zaczynałam się denerwować.
Poczułam dotyk na ramieniu i czyjś oddech na karku.
-Czy jesteś gotowa?
Wyszarpnęłam się z uścisku i spojrzałam na swoją przeciwniczkę. Jej strój uległ zmianie i stała teraz w czerwonym kombinezonie przeznaczonym do trenowania. Skóra dalej była trupioblada, ale tym razem było widać pod nią lekki zarys mięśni. Włosy przedtem długie, czerwone i związane w warkocza był krótko ścięte. Twarz, która przerażała była młoda i podekscytowana.
Wyglądała na zupełnie inną osobę, lecz ja i tak wiedziałam, że to ona. Tego chłodu w jej głosie nikt by nie umiał podrobić.
-Tak.-powiedziałam pewnie, a ona odsunęła się ode mnie na jakieś pięć metrów.
-Wspaniale.
Kobieta potrząsnęła dłonią i znalazł się w niej mały pistolet. Sięgnęłam dłonią do mojego znamienia, rozdrapując starą ranę, jednak nic nie nastąpiło. Krew spokojnie spływała po moich plecach i ramieniu. Szeroko otworzyłam oczy, patrząc przerażona na moją przeciwniczkę.
-No tak! Zapomnieliśmy wspomnieć, że swoją pierwszą broń, również musisz zdobyć.-zaśmiała się głośno i donośnie, tak że powstało słyszalne echo.
Nie dała mi czasu na odpowiedź, tylko wystawiła broń przed siebie próbując wycelować. Nie myśląc rzuciłam się na ziemię, zaraz gdy usłyszałam dźwięk wystrzału. Kula przeleciała nade mną, jednak zamiast uderzyć w ścianę i następnie upaść ta odbiła się od niej i leciała prosto na mnie. Nie zdążyłam zareagować, gdy ta zatopiła się w mojej łydce. Krzyknęłam głośno z bólu i zaskoczenia.
-Musisz być szybsza.-mój przeciwnik uśmiechnął się do mnie i posłał kolejną kulę. Odbiłam się od ziemi, ale pocisk ponownie odbił się od ziemi i trafił mnie w lewe udo. Upadłam na kolana, czują jak bardzo trzęsie się moje ciało. Spojrzałam na nią z nienawiścią, a ona szerzej się uśmiechnęła.
-Bardzo wolno składasz fakty. Mamy dać ci czas?-spytała z udawaną litością. Zdusiłam w sobie jęk bólu i uniosłam się patrząc jej prosto w twarz.
Wyciągnęła ona pistolet prosto przed siebie, celując w moją głowę. Ruszyłam biegiem w stronę gablot, ale czułam na sobie jej czujne oko. W końcu nastąpił dźwięk strzału i ból w moim ramieniu. Upadłam, tarzając się po ziemi. Rana mocno piekła i ze łzami w oczach dotknęłam jej. Na mojej dłoni było pełno ciemnobordowej cieczy. Jeśli uszkodziła mi tętnicę to w tym tempie będę zaraz leżała zimna na ziemi. Wstałam ponownie i czekałam. Nastąpił wystrzał, który udało mi się ominąć. Za chwilę powinien zderzyć się ze ścianą, więc  zaczęłam biec przed siebie. Prosto na mojego wroga. Ona zdezorientowana przyglądała się moim poczynaniom, a ja w tym czasie stanęłam tuż przed nią. Usłyszałam ciche stuknięcie i kula zaczęła wracać. Wytężyłam wszystkie zmysły i po upłynięciu 5 sekund padłam na ziemię.
Moja przeciwniczka wydała dziwny okrzyk zdziwienia, a następnie warknęła, gdy kula trafiła w jej brzuch.
Nie czekając na wiele ruszyłam przed siebie. Zostawiałam czerwone ślady, na białej, śliskiej posadzce. Uśmiechnęłam się lekko, gdy poczułam mocne uderzenie w twarz. Zarzuciło mną na bok i odruchowo dotknęłam twarzy. Przy prawym oku płynęło dużo krwi, a czerwonogłowa zaśmiała się cicho.
-Skończyły się naboje.-powiedziały donośne głosy i broń, którą trzymała w dłoni zniknęła.-Może przejdziemy do walki w ręcz? Mamy ochotę cię zabić własnymi rękoma.
Ruszyła powolnym krokiem w moja stronę, a ja przyjęłam pozycję obroną. Ostatnie uderzenie było potężne i nie byłam pewna czy moje ataki coś wskórają.
Zaczęła atakować. Na początku ataki się powtarzały. Prawa, lewa, prawa, prawa i znowu lewa. Tak w kółko, a ja z łatwością odpierałam te ataki. Ramiona mocno mnie bolały, a moja przeciwniczka szybko się odkręciła uderzając mnie nogą w prawy bok. Zgięłam się w pół i wyplułam kałuże krwi. Cios był tak silny, że poczułam jak łamały mi się niektóre żebra. Nie czekała na mnie. Kopnęła mnie w twarz tak, że musiałam ją odrzucić do tyłu. Złapała za moje włosy unosząc mnie w górę i rzucając mną o ścianę. Stykając się z twardą powierzchnią zabrakło mi powietrza i zakręciło mocno w głowie. Próbowałam wstać, ale wszystkie moje próby schodziły na marne. Widziałam przez zamazany obraz jak kobieta zbliża się do mnie. Czy to mój koniec?
Chciałam wstać, ale kolejne uderzenie dosięgło mnie. Pięść wbiła się w mój brzuch, wydając zduszony okrzyk. Krew mocno zabarwiała moje ciało, a ja nie miałam siły.
-Chyba wygraliśmy.-uśmiechnęła się i zaczęła iść w stronę nowo pojawionych się drzwi.
Jej obcasy zostawiały dźwięk stukoty, który niósł się po całym pomieszczeniu. Mocno mnie mdliło i znalazłam ukojenie przy chłodnej szybie. Oparłam o nią głowę i odetchnęłam z lekką ulgą. Łzy toczyły się po mojej twarzy zostawiając mokre ślady. Włosy opadały mi na twarz zasłaniając moje pole widzenia.
To był mój koniec. ale lepiej chyba zginąć, gdy próbowało się wszystko naprawić, niż zginąć, bez próbowania zapobiegnięciu temu.
Szyba była zimna i skraplały się na niej krople z pary bijącej od mojego ciała. Spojrzałam na nią kątem oka i za czerwoną plamą stworzoną z mojej krwi ujrzałam nóż. Wyglądem przypominał ten jaki znajdziemy w kuchni tyle, że ten był większy i szerszy. Dotknęłam szkła, a to stworzyło dużą dziurę pod moim dotykiem. Sięgnęłam po broń i mało co nie krzyknęłam z euforii.
Czerwono włosa trzymała dłoń na klamce, gdy rzuciłam nożem prosto w jej serce. Kobieta fuknęła i odwróciła się z nienawiścią patrząc na mnie. Ostrzę wbiło się centralnie w ramię przybijając ją do drewna. Cóż nie byłam świetna w rzucaniu do celu. Uniosłam się powoli i ruszyłam w jej stronę.
-Jednak będziesz musiała spędzić jeszcze trochę czasu w moim towarzystwie.
~*~
Drzewo pod którym siedzieliśmy rzucało na nas cień. Niebo było bezchmurne, a słońce przyjemnie grzało. Byłem oparty o pień, a przede mną siedziała Hilegarda. Mimo, iż zawsze była ubrana w to samo, dziś wyglądała piękniej. Była radosna i rozkwitała z każdym nowym uśmiechem. Oczy, które zawsze były zimne, dziś tliły również iskierkami szczęścia.
-Dziś, będę cię uczyć czytać mi w myślach.-uśmiechnęła się, a skóra przy jej oczach lekko się zmarszczyła.
-Oczywiście ja pozwolę ci na to. Zdejmę wszystkie blokady i dam ci dostęp do mojego umysłu. Gdy się tego nauczysz, będziesz mógł spokojnie czytać w myślach ludziom. Trudniej będzie z demonami. My tworzymy blokady, by nie zostać zahipnotyzowani. Wasz głupi gatunek jeszcze niestety na to nie wpadł.-zaśmiała się przyjemnie i bardzo dziewczęco.
Patrząc dziś na nią widziałem, młodszą od siebie dziewczynę. Głupio zakochaną nastolatkę, która mogła mieć jakieś piętnaście lat.
-Dlaczego jesteś dziś taka szczęśliwa?-spytałem szeroko się uśmiechając. Jej humor oddziaływał na mnie.
-Żadnych pytań. Dowiedz się sam.
-A jak tego dokonać?-spytałem cicho.
-Wyobraź to sobie. Niektórzy wyobrażają sobie zamknięte pomieszczenie do którego potrzebują kluczy. Jest to bardzo łatwy do opanowania sposób. A teraz skup się.
Zamknąłem oczy i starałem się wyciszyć na otaczający mnie świat. Na wiatr, który nas otaczał. Na światło słońca przebijające się przez liście.
Przed sobą widziałem dom. Nie wiem jak tu się znalazłem, ale on po prostu stał przede mną. Zrobiony z drewna, stary, podniszczony i wielki. Mimo to współgrał z otoczeniem, którym była zielona, kwiecista łąka.
Podszedłem, a raczej podbiegłem do drzwi. Mocno szarpnąłem za drzwi, które ani drgnęły. Okna, które przedtem były zabite deskami, teraz były dostępne. Starałem się je otworzyć, ale nic to nie dawało.
Na parapecie stały kwiaty w doniczkach. Wyrwałem jednego i zacząłem uderzać twardą cegłą o szybę. Nie zostawiło nawet rysy.
Wyobraź sobie klucz.
Głos Hilegardy buł donośny i słyszałem go w mojej głowie. Czyżby ona sama czytała mi teraz w myślach?
Nie Jacob! Musisz się skupić-zbeształem się w myślach. Tylko jak mam stworzyć coś z niczego. Stworzyć klucz idealny do tych konkretnych drzwi.
Wyciągnąłem dłonie przed siebie i liczyłem, że pojawi się w nich klucz. Nic takiego, jednak się nie stało. Oparłem się o parapet zdesperowany.
Powiedzmy sobie szczerze, magikiem to ja jestem do dupy. Zawsze myślałem schematycznie. Nie widziałem celu w wykraczaniu poza schemat. Zawsze istniały rozsądne rozwiązania tylko trzeba się zastanowić w spokoju.
Ale jak być spokojnym, gdy masz cel, do którego dążysz nie mogąc marnować czasu! Przecież miałem zebrać naszą ekipę całą! Mieliśmy być razem. Sayaka, Lili, Daiki, Neko.... Dlaczego nie nauczył mnie więcej? Był najbardziej pozaschematową osobą jaką znałem. Zamiast zabić demona, wytresował go. Zamiast nosić maski, zignorował ten fakt. Założę się, że nawet nie zamykał domu. Mógłby chociaż zostawić klucz pod wycieraczką.
Wycieraczką!!!
Z nadzieją i głodem podniosłem materiał, a pod nim zobaczyłem srebrny klucz. Otworzył drzwi, które lekko zaskrzypiały.
Wnętrze domu było jasne i bogato zdobione. Znajdywałem się w holu, a przede mną były dwie pary drzwi. Na jednych pisało prywatne i były zamknięte na kłódkę. Jednak nie zdjęła wszystkich blokad, ale jak najbardziej to uszanowałem. Na drugich nic nie pisało i same się przede mną otworzyły.
Spojrzałem na nie zaintrygowany i pewnie przeszedłem. Co zabawne dalej byłem w holu, ale miałem na wprost siebie tylko jedne drzwi. Obok nich był domofon, nad którym pisało "Rok".
O jaki  rok chodziło? O nasz aktualny?
Wpisałem obecny, a drzwi otworzyły się. Tym razem ujrzałem pomieszczenie. W centrum pokoju był stolik i kanapa, dla przynajmniej trzech osób. Ściany w barwie białej, z dużymi oknami, z widokiem na łąkę. Na ścianach było mnóstwo ramek na zdjęcia. Rozpoznałem kilka z nich. Na jednej byłem ja w jeziorze, a na tej obok ja siedzący pod drzewem z zamkniętymi oczami. Wczoraj i dzisiaj. Czy są tu zdjęcia z każdego dnia w tym roku?
Tak.
Odwróciłem się, lecz nikogo tam nie było. Czyżby tak właśnie wyglądało czytanie w myślach?
Tak.
Podskoczyłem przerażony. To nie było przyjemne. Ale postanowiłem poznać odpowiedź na dręczące mnie pytanie i wrócić.
Dlaczego jesteś dziś taka szczęśliwa?
Mam urodziny i nie jestem sama.
Wtedy coś jakby mnie pociągło. Byłem wyciągany siłą z budynku. Mijałem drzwi, które zamykały się z hukiem i na kłódki.
Otworzyłem szeroko oczy i uderzyła mnie ciemność z chłodem. Objąłem ramiona i spojrzałem na gwieździste niebo. Przecież jakieś pięć minut temu świeciło słońce.
Hilegarda objęła moją twarz w swoje dłonie i otarła pot z mojego czoła.
-I? Jak odpowiedź?-spytała zaciekawiona?
Spojrzałem na jej czerwone oczy, w których głębi płonął ogień.
-Wszystkiego najlepszego.-powiedziałem, a ona mocno mnie przytuliła.
Poczułem zapach lasu, dymu i czegoś charakterystycznego dla niej samej. Oderwała się ode mnie z szerokim uśmiechem i podała butelkę wody. Krzywo spojrzałem na nią, przypominając sobie ostatni napój jaki sporządziła mi demonica.
-To normalna woda.
-Jak długo mnie nie było?-spytałem dziwnie wysokim głosem. Odchrząknąłem i popiłem wodą.
-Nie było cię cztery godziny.-powiedziała spokojnie, a ja wyplułem napój na swoje kolana.
-Cztery?!-wykrzyknąłem.
-Początkowo nie odczuwasz upływającego czasu. Ale nauczysz się. W końcu musisz zjeść poniżej trzech minut nie odpływając.
~*~
Niebo byłe pełne gwiazd. Lśniły oświetlając cały mrok. Przed nami było wysokie ognisko, a ludzie śpiewali radosne piosenki, opowiadające o bohaterach, legendach i stoczonych walkach.
Niektórzy tańczyli dziwny taniec, a inni malowali twarze towarzyszom. Uroczystość dopiero się zaczęła, a noc jeszcze długa.
Ludzie zbierali się, prowadząc głośne rozmowy i śmiejąc w niebogłosy. Noc była upalna, z resztą jak i dni. Dostaliśmy nowe, białe i przewiewne ubrania. Składały się z rybaczek i koszulek na krótki rękaw. Nasze buty zostały spalone. To takie idiotyczne. To miasto w ogóle nie poczyniło żadnych postępów w ewolucji i cywilizacji świata.
Przekląłem pod nosem, a mój towarzysz spojrzał na mnie z grymasem na twarzy.
-Przepraszam.-powiedział głośno, ale ledwo go dosłyszałem przez szum panujący wokoło.
-Za co?-spytałem marszcząc brwi.
-Przeze mnie umrzesz. Skazałem cię na śmierć. Wybacz Neko, ale...nie wiem jak nas wyciągnąć z tego gówna!
Z Daikim byliśmy inni. On zamiast martwić się, denerwował się i krzyczał. Ja zamykałem się w sobie i przypominałem przeszłość. Różniliśmy się od innych. Może dlatego nasze życie było tak bardzo popieprzone.
-Nie musisz przepraszać, bo nie zdążę zginąć. Wcześniej sam się zabiję. To miasto za bardzo przypomina mi matkę.
Spojrzał na mnie ze spokojem wymalowanym na twarzy, a ja zacisnąłem mocniej pięści.
Wszystko było jak ona. Zawsze ciepło, zawsze pełna radości, nigdy nie widziała problemów.
-Mam cię pilnować?-spytał z powagą.-Będziesz mieć ataki?
-Bardzo możliwe.-szepnąłem i poczułem jak moje soczewki reagują na ogień.-Po prostu bądź przy mnie, dobrze?-spojrzałem mu prosto w oczy i uśmiechnąłem się lekko. Ten pacan był ostatnią, najbliższą osobą jaka mi została.
-Twoje oczy się błyszczą.-szepnął cicho.
-Lepszego podrywu nie miałeś.-odwróciłem głowę, zagryzając wewnętrzną stronę policzka.
-Miałem. Znaczy nie!! One po prostu się strasznie błyszczą.
-To przez soczewki, powinienem je zdjąć.-powiedziałem i sięgnąłem do oka.
Tsukaro odwrócił głowę i skrzywił się lekko. Zawsze brzydziło go, Kierena i Lili, gdy to robiłem.
-Już.-oznajmiłem po zakończeniu czynności.
Uśmiechnął się do mnie i powiedział coś cicho i się zarumienił. Prosiłem by powtórzył, ale nie zrobił tego.
Patrzyliśmy w ogień przed nami. Większość już miała pomalowane na niebiesko twarze i tańczyła dziwaczny taniec.
-Neko!
Odwróciłem głowę w stronę pisku i ujrzałem gadatliwą brunetkę, która ruszyła w moją stronę.
-Jednak zostałeś! Wspaniale! Będziemy mogli się lepiej poznać.-oznajmiła szeroko się uśmiechając. -Jesteś jeszcze nie pomalowany, a akurat mam farbę. Co za świetny zbieg okoliczności-zaśmiała się wysokim głosem.
Zamoczyła palec w niebieskiej mazi i poczułem mocne obrzydzenie.
-Wybacz, ale jestem uczulony-skłamałem lekko-Ale on nie-wskazałem  na uśmiechającego się do tej pory czerwonookiego.
Ku mojemu zaskoczeniu nie kłócił się tylko pozwolił malować jej po swojej twarzy. Kątem oka widziałem jak co chwilę zerka w moją stronę, a potem szybko odwraca wzrok.
-Skoro teraz możemy spokojnie porozmawiać mam do ciebie mnóstwo pytań. Przykładowo przechodziłam już test na bycie naznaczonym i wyszedł on negatywny. Powiem szczerze myślałam, że już po mnie. To okropne!! Była pewna, że będę jedną z tych osób co doświadczą przygód i nic. Dalej tu jestem. Dlatego mam pytanie. Jest jakaś możliwość, że można coś zrobić by moja krew zaczęła mieć predyspozycje do bycia bronią? Bo tak dosłownie tego potrzebuję w moim życiu.-spojrzała na mnie z nadzieją, a ja nie miałem zamiaru ukrywać prawdy. W końcu i tak zginiemy.
-Jest jeden sposób. Jednak zajmuje on miesiące i jest bardzo bolesny. Tyle czasu akurat nie mamy.
-A no tak!-wręcz wykrzyknęła-Musicie niedługo odejść, bo inaczej przybędą demony.
-Raczej nie dlatego-wtrącił się Tsukaro-Opętany starzec zamknął wyście. Cała wioska zostanie zabita.
Dziewczynie zaszkliły się oczy. Otworzyła szeroko usta wydając cichy jęk. Chciała odbiegnąć, ale złapałem ją za dłoń nie pozwalając jej się ruszyć. Spojrzała na mnie z odrazą, a następnie mocno mnie przytuliła. Objąłem ją ramieniem i pozwoliłem nam tak trwać.
Ludzie którzy obok nas przechodzili posyłali nam znaczące spojrzenia. Zignorowałem je, starając się skupić na znalezieniu odpowiedniego rozwiązania z tej sytuacji. Na pewno nie pomagała w tym rozpłakana dziewczyna, którą trzeba było pocieszyć.
Niesiesz śmierć.
Rozejrzałem się szybko wstając. Dziewczyna prawie upadła na ziemię, gdy w ostatniej chwili złapał ją mój towarzysz.
-Neko?-spytał niepewnie.
Zginą przez ciebie
Znałem ten głos za dobrze. Ciepły, a wypełniony nienawiścią.
-W porządku?-spytała brunetka dotykając mojej nogi, ale wtedy ujrzałem ją. Stała przede mną w długiej spranej sukience. Jej rude loki, okrywały jej twarz, jednak zdołałem dojrzeć puste spojrzenie.
Cofnąłem się do tyłu, potykając o przyniesiony do siedzenia pień.
Ona nie żyje. Ona nie żyje.-powtarzałem w myślach.
Mulatka podbiegła do mnie z przestrachem wymalowanym na twarzy i podała mi swoją małą, drobna dłoń. Chwyciłem ją i stojąc spojrzałem ponownie przed siebie.
Skoro nie żyje to dlaczego tam stoi?
Pchnąłem dziewczynę na ziemi i ruszyłem w stronę rudowłosej. Ludzie krzyczeli usuwając mi się z drogi.
Zabijesz ich tak jak mnie.
Patrzyłem jak stanęła w ogniu, a on ją pochłaniał. Nie, nie, nie!!
-Nie!!!-rzuciłem się przed siebie, gdy czyjeś ciało odepchnęło mnie na bok. Zacząłem się wyrywać. Muszę ją uratować.
-Uspokój się!-słyszałem głos ale jak za mgłą. Przed sobą widziałem jej ciało spowite w płomienie i krzyk wołający o pomoc.
-Spójrz na mnie.-wołał głos tak bardzo znajomy.-Otwórz oczy i patrz na mnie.
Nie chciałem tego robić. Nie chciałem jej ponownie widzieć. Nie chciałem tego ponownie przechodzić.
-To tylko ja, Daiki. Jestem przy tobie.-oznajmił ciepły głos.
Lekko uchyliłem powieki, by dostrzec czerwone oczy. Dookoła zebrało się pełno ludzi patrzących na mnie z przestrachem.
-Ona żyje.-szepnąłem cicho.
Ciepły dotyk dłoni na czole i spokojny głos.
-Nie ma jej tu.
Chciałem się kłócić, ale nie miałem siły. Powtarzałem w głowie tylko jedno słowo: wróciła.
~*~
Ana i Echo patrzyły na mnie z odrazą od samego ranka. Wciąż powtarzając ten sam tekst: jak możesz? to byli twoi towarzysze!
To proste. Osoby, które cię zdradziły nigdy nie były twoimi towarzyszami. Chcieli tylko coś uzyskać. Siłę, pieniądze, wpływy. Wszystko co chcieli.
-Pokażesz mi mapę?-zwróciłam się do czarnowłosej.
Ta z niechęcią wręczyła mi przedmiot i przysunęła się bliżej.
-Ten las jest ponoć obecnym terytorium Buntowników-wskazała palcem- My znajdujemy się tutaj, a po drodze są tereny nam zakazane. Ziemie, które przysługują Samotnikom. Gdy na nie wtargniemy wywołamy konflikt, dlatego najlepiej ruszyć w przeciwną stronę od naszego celu i podążać z prądem rzeki. To najbardziej bezpieczna droga.
Spojrzałam na nią trwając w głębokim zastanowieniu.
-O ile wydłuży się nasz misja czasowo?
-Jakieś dwa tygodnie-wtrąciła się Echo, spoglądająca mi przez ramię na papier.
-Za dużo czasu.-zacisnęłam mocniej dłonie, spoglądając na moje towarzyszki-Ich baza ciągle się przemieszcza. Gdy tam dotrzemy już ich nie będzie.
-Jeśli ruszymy przez terytorium Samotników, daleko nie zajdziemy. Jesteśmy we trzy plus jedna z nas to Pani Kapitan. Nas zabiją, a ciebie sprzedają, tylko nie wiadomo, której stronie.
-Buntownikom.-oznajmiłam pewnie.-Każdy chce zająć moje miejsce, a osoby które darzą mnie jakąkolwiek sympatią są na misjach.
-Możemy się przebrać. Załatwić maski, rozdzielić się i spotkać w ustalonym miejscu za jakiś tydzień.-zaoferowała blondynka.
-To zbyt ryzykowne.-westchnęłam i rozejrzałam się dookoła. Las był gęsty i wysoki, łatwo się w nim ukryć. Ale te ziemie są nam nieznane. Nie wiemy, gdzie zostały poustawiane pułapki, ani domowiska demonów. Gdyby był tu Neko, było by łatwiej. Samotnicy dostają informacje dotyczące takich spraw. Zawsze mogłyśmy wyruszyć i poprosić go o pomoc.
Spojrzałam na mapę i zaznaczyłam palcem, mały obszar.
-Ile by zajęło nam dotarcie tam?-spojrzałam wyczekująco.
-Sądzę..-zaczęła Ana-Jakieś dziesięć maksimum trzynaście dni.
-Droga prawie równa tej to rzeki.-Davis mówiąc to przygotowała swój pistolet i spojrzała w stronę ziemi Samotników-Chyba nie mamy innego wyjścia.
Spojrzałam jeszcze raz na mapę i na otoczenie. Wpadłam wtedy na głupi pomysł, który nas lekko spowolni, ale będzie lepszy niż każdy z zaoferowanych.
-Będziemy przemieszczać się po drzewach.
Spojrzałyśmy po sobie z zainteresowaniem i w momencie, gdy Ana krzywo się uśmiechnęła ruszyłyśmy w stronę naszego celu.

3 komentarze:

  1. No no... rozdział jak najbardziej udany :D oczywiście głównie moją uwagę przykuł wspaniały ship (Neko x Daiki) ale każdą z perspektyw na prawdę fajnie się czytało :) i już nie mogę się doczekać następnego rozdziału ^^.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czegoż innego można było się spodziewać po wspaniałej Sayace oprócz czystej zajebistości :)
    Urocza była kwestia hildegardy o jej urodzinach, i strasznie podobały mi się refleksje Neko oraz jego powrót uczuć z dzieciństwa
    czekam na następne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział zapraszam do mnie.
    http://you-never-know-when-death-comes.blogspot.com
    Ps. Jestem już stałą czytelniczką 🦄

    OdpowiedzUsuń